W zastosowaniu Satyagrahy odkryłem, na wczesnych etapach, że dążenie do Prawdy nie dopuszcza przemocy wobec przeciwnika, ale że należy go wyciągnąć z błędu przez cierpliwość i współczucie. Ponieważ to, co wydaje się prawdą dla jednej osoby, może wydawać się błędem dla innej. A cierpliwość oznacza samo-cierpienie. Tak więc doktryna ta stała się oznaczać weryfikację Prawdy, nie przez zadawanie cierpienia przeciwnikowi, ale przez cierpienie samego siebie.
Moja metoda to konwersja, a nie przymus, to samodzielne cierpienie, a nie cierpienie tyrana. Wiem, że ta metoda jest nieomylna.
Jeśli ona [kobieta] jest słaba w uderzaniu, jest silna w cierpieniu.
Nauczyłem się lekcji o nietolerancji od mojej żony, gdy próbowałem ją podporządkować mojej woli. Z jednej strony jej stanowczy opór wobec mojej woli, a z drugiej spokojne poddanie się cierpieniu, które moje głupstwo spowodowało, ostatecznie sprawiło, że wstydziłem się siebie i wyleczyło mnie z głupoty, że urodziłem się po to, by rządzić nią.
Kobieta jest ucieleśnieniem ofiary i cierpienia, a jej wejście do życia publicznego powinno, w związku z tym, prowadzić do jego oczyszczenia, powstrzymywania nieokiełznanej ambicji i gromadzenia majątku.
Nazywam go religijnym, kto rozumie cierpienie innych.
Radość leży w walce, w próbie, w cierpieniu, a nie w zwycięstwie.